You are currently viewing Jolanta Roszkowska (wcześniej Gierasimiuk)

Jolanta Roszkowska (wcześniej Gierasimiuk)

Fizjoterapeutka | biomechanika | fizjoterapia dzieci i dorosłych | fizjoterapia sportowa

Nie zawsze pytam: „gdzie boli?”

Częściej pytam: „dlaczego właśnie tam?”

Fizjoterapia od początku była dla mnie czymś więcej niż wykonywaniem określonych zabiegów czy ćwiczeń.

To przede wszystkim obserwacja człowieka, analiza ruchu, szukanie zależności i próba zrozumienia, dlaczego organizm zaczął funkcjonować inaczej niż wcześniej.

Moja droga do tego zawodu zaczęła się od sportu i własnej kontuzji. Byłam koszykarką, kiedy doznałam urazu stawu kolanowego. Lekarze unieruchomili nogę w gipsie i wyznaczyli termin operacji. Nie zdecydowałam się na nią. Postanowiłam najpierw sama zawalczyć o swoje kolano i sprawdzić, co można osiągnąć dzięki konsekwentnej pracy z własnym ciałem.

Dziś funkcjonuję bez operacji i nadal jestem aktywna fizycznie.

To doświadczenie zostało ze mną na zawsze.

Nauczyło mnie, że diagnoza jest ważnym punktem wyjścia, ale nie zawsze jest końcem poszukiwań.

Fizjoterapia, która zaczyna się od człowieka

Przez lata pracowałam zarówno w Polsce, jak i za granicą. Przez kilka dobrych lat prowadziłam również własny gabinet fizjoterapii w Londynie.

Miałam możliwość pracy z bardzo różnymi pacjentami – dziećmi, dorosłymi, osobami aktywnymi, sportowcami, zawodnikami przygotowującymi się do rywalizacji oraz klubami sportowymi.

Praca ze sportowcami nauczyła mnie szczególnej uważności.

Sportowiec często nie przychodzi dlatego, że „coś boli”. Przychodzi również wtedy, kiedy chce lepiej się poruszać, poprawić jakość ruchu, przygotować organizm do większych obciążeń albo zapobiec problemowi, zanim stanie się kontuzją.

W takich sytuacjach sama znajomość miejsca bólu nie wystarcza.

Trzeba zobaczyć człowieka w ruchu.

🧠 Biomechanika – mój zawodowy konik

Gdybym miała wskazać obszar, który szczególnie mnie fascynuje, bez zastanowienia powiedziałabym:

BIOMECHANIKA.

Uwielbiam analizować ruch i zależności pomiędzy poszczególnymi częściami ciała.

Interesuje mnie nie tylko to, co boli, ale przede wszystkim:

dlaczego boli,
co doprowadziło do problemu,
jak ciało kompensuje ograniczenie,
gdzie pojawia się przeciążenie
i co możemy zmienić, aby organizm miał lepsze warunki do funkcjonowania.

Dlatego moje podejście nie kończy się na miejscu wskazanym przez pacjenta.

Jeżeli ktoś przychodzi z bólem kolana, nie oznacza to automatycznie, że całe „śledztwo” powinno zakończyć się na kolanie.

Czasami odpowiedź znajduje się w stopie.
Czasami w biodrze.
Czasami w sposobie stabilizacji całego ciała.
Czasami w sposobie wykonywania ruchu.

A czasami problem jest jeszcze bardziej złożony.

I właśnie to lubię najbardziej – szukać odpowiedzi.

Dzieci, dorośli i sportowcy – różne osoby, jedna zasada

W Fizjosferze pracujemy zarówno z dziećmi, jak i dorosłymi, a także z osobami aktywnymi i sportowcami.

Każdy pacjent otrzymuje jednak coś, czego nie da się zamknąć w gotowym schemacie:

indywidualne spojrzenie.

Dziecko wymaga innego sposobu komunikacji i obserwacji niż osoba dorosła.

Sportowiec ma inne cele niż pacjent, który chce po prostu bez bólu wejść po schodach.

Osoba po urazie potrzebuje innego prowadzenia niż ktoś, kto od miesięcy zmaga się z przewlekłym problemem.

Dlatego nie zaczynam od pytania:

„Jaki zabieg dzisiaj wykonujemy?”

Zaczynam od:

„Czego ten człowiek naprawdę potrzebuje?”

Historia, która nauczyła mnie patrzeć szerzej

Jednym z przypadków, które szczególnie wpłynęły na moje myślenie o fizjoterapii, była młoda dziewczyna po operacji stawu kolanowego.

Po operacji zaczął zanikać jej mięsień czworogłowy uda. Z tego powodu rozpoczęła rehabilitację, jednak mimo prowadzonej terapii problem nadal pozostawał nierozwiązany. Nikt wcześniej nie potrafił odpowiedzieć na najważniejsze pytanie:

dlaczego tak się dzieje?

W pewnym momencie dziewczyna poruszała się już o kulach.

Podczas własnej oceny zauważyłam u niej hipermobilność stawów, której wcześniej nikt nie dostrzegł.

To zmieniło perspektywę.

Zamiast patrzeć wyłącznie na operowane kolano, zaczęłam analizować cały układ ruchu i zależności biomechaniczne.

Wyznaczyliśmy cel i rozpoczęliśmy pracę.

Po wielu miesiącach ciężkiej, konsekwentnej rehabilitacji dziewczyna zaczęła samodzielnie chodzić.

Ale ta historia nauczyła mnie czegoś jeszcze ważniejszego.

Specjalista może zobaczyć coś, czego pacjent sam nie jest w stanie zobaczyć.

Dlatego uważam, że naszym obowiązkiem jest powiedzieć pacjentowi, co zauważamy, jakie widzimy możliwości i co może mieć znaczenie dla jego dalszego funkcjonowania.

Natomiast decyzja, co pacjent zrobi z tą wiedzą, należy do niego.

Od jednego dziecka do Fizjosfery

Jedną z historii, które szczególnie wpłynęły na moje życie zawodowe, był przypadek dziecka ze stopą płasko-koślawą.

Podczas moich podróży między Londynem a Polską, na prośbę koleżanki zajęłam się jego stopami. Dziecku zalecano operację.

Współpracowałam wówczas ze śp. dr. Zalewskim. Wspólnie zdecydowaliśmy, że spróbujemy rozwiązania zachowawczego z wykorzystaniem dynamicznego plastrowania, które dopiero zaczynało pojawiać się w Polsce.

Obserwowaliśmy, mierzyliśmy, analizowaliśmy.

Nie chodziło o wykonanie zabiegu według gotowego schematu. Chodziło o obserwowanie reakcji organizmu i dostosowywanie dalszego postępowania do tego, co rzeczywiście działo się z dzieckiem.

Po kilku wymagających miesiącach udało się uzyskać bardzo dobre efekty i uniknąć operacji.

A później od tej jednej osoby zaczęli trafiać do mnie kolejni pacjenci.

Dziesiątki kolejnych historii.

I właśnie z takich historii, poleceń i zaufania zaczęła powstawać Fizjosfera w Białymstoku.

Nie jestem zwolenniczką terapii „z taśmy”

Każdy organizm reaguje inaczej.

Dlatego nie wierzę w podejście, w którym pacjent automatycznie otrzymuje określoną liczbę zabiegów tylko dlatego, że tak wygląda schemat.

Czasami potrzebna jest częstsza praca.

Czasami przerwa.

Czasami ćwiczenia i samodzielna praca w domu.

Czasami zmiana obciążenia.

A czasami po prostu czas, żeby zobaczyć, jak organizm odpowie na wcześniejsze działania.

Plan terapii powinien wynikać z potrzeb pacjenta i być modyfikowany wraz z jego postępem.

Dlatego obserwuję efekty, rozmawiam z pacjentem i w razie potrzeby zmieniam kierunek działania.

Nie chodzi o to, aby wykonać jak najwięcej.

Chodzi o to, aby zrobić to, czego w danym momencie naprawdę potrzebuje pacjent.

Pacjent nie jest numerem w grafiku

Chciałam stworzyć Fizjosferę jako miejsce, do którego człowiek przychodzi nie tylko „na zabieg”.

Chciałam stworzyć miejsce, w którym można normalnie porozmawiać.

Bez dystansu.
Bez niepotrzebnego stresu.
Bez poczucia, że trzeba używać medycznych słów, żeby zostać potraktowanym poważnie.

Dlatego zależy mi na domowej atmosferze.

Chcę, aby pacjent czuł się trochę tak, jakby przyszedł do kogoś, komu może zaufać i powiedzieć:

„Nie wiem, co się ze mną dzieje. Proszę mi pomóc to zrozumieć.”

I właśnie od tego często zaczyna się dobra terapia.

Czasami pacjent nawet nie wie, że już go obserwuję

To jedna z rzeczy, które są charakterystyczne dla mojego sposobu pracy.

Pacjent może wejść do gabinetu, usiąść i zacząć ze mną swobodnie rozmawiać.

A ja już obserwuję.

Jak chodzi.
Jak stawia stopę.
Jak obciąża ciało.
Jak siada.
Jak oddycha.
Jak reaguje na pytania.
Jak wykonuje prosty ruch.

Nie chcę, żeby pacjent czuł się jak podczas egzaminu.

Dlatego część mojej oceny odbywa się niejako „przy okazji”.

Rozmowa, obserwacja i badanie tworzą dla mnie jeden obraz.

Wiedza ma sens wtedy, kiedy pacjent ją rozumie

Jedną z najważniejszych rzeczy w mojej pracy jest komunikacja.

Nie chcę imponować pacjentowi terminologią.

Chcę, żeby rozumiał.

Co się dzieje?
Dlaczego może się dziać?
Co możemy zrobić?
Jakie są możliwości?
Co może wydarzyć się dalej?

Pacjent powinien mieć przestrzeń do zadawania pytań i podejmowania świadomych decyzji dotyczących swojego leczenia.

Nie chcę podejmować decyzji za pacjenta. Chcę dać mu wiedzę, dzięki której może podjąć ją świadomie.

Moją siłą jest człowiek

Wiedza i doświadczenie są podstawą, ale wierzę, że w fizjoterapii równie ważna jest umiejętność dotarcia do drugiego człowieka.

Mam barwną, elastyczną osobowość i chyba właśnie dlatego dobrze odnajduję się w pracy z bardzo różnymi ludźmi.

Jednego pacjenta trzeba poprowadzić konkretnie.

Drugiemu dać więcej czasu.

Trzeciego uspokoić.

Czwartego zmotywować.

A z jeszcze innym po prostu chwilę pożartować.

Nie mam jednego sposobu pracy z człowiekiem, ponieważ nie ma jednego rodzaju człowieka.

Wierzę też w dobre „fluidy”. Relacja terapeutyczna ma znaczenie. Pacjent powinien czuć, że po drugiej stronie jest osoba, która naprawdę chce zrozumieć jego problem.

Fizjosfera – Białystok

Dzisiaj Fizjosfera to miejsce, w którym łączymy doświadczenie kliniczne, sportowe, biomechaniczne i indywidualne podejście do człowieka.

Pracujemy z pacjentami w różnym wieku i z różnymi potrzebami – od dzieci, przez osoby dorosłe, po osoby aktywne i sportowców.

Ale niezależnie od tego, kto siedzi przede mną, zasada pozostaje ta sama:

**Najpierw człowiek.

Potem problem.
Następnie szukanie rozwiązania.**

Bo fizjoterapia nie powinna polegać wyłącznie na tym, żeby przestało boleć.

Powinna pomóc człowiekowi zrozumieć swoje ciało, odzyskać sprawność i świadomie uczestniczyć w drodze do lepszego funkcjonowania.

Nie obiecuję, że zawsze będzie łatwo.
Obiecuję, że będę szukać odpowiedzi.

Bo czasami najważniejsze pytanie w fizjoterapii nie brzmi „gdzie boli?”, tylko „dlaczego?”.

Jola Roszkowska
Fizjosfera | Fizjoterapia Białystok

Dodaj komentarz